25 marca 2026 r. odbyło się spotkanie DKK przy Wypożyczalni Głównej WiMBP w Zielonej Górze w przytulnym wnętrzu Cafe Pro Libris. Ten wieczór został poświęcony dwóm tytułom: swoistej biografii Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej „Deficyt niebieskich migdałów” Agnieszki Zakrzewskiej i reportażowi „27 śmierci Toby`ego Obeda” Joanny Gierak-Onoszko.
Książka Agnieszki Zakrzewskiej to jedna z wielu biograficznych powieści o słynnej poetce z dwudziestolecia międzywojennego. Pisarka zastosowała tu narrację pierwszoosobową, dzięki której czytelnik dostaje coś w stylu fabularyzowanej biografii. Może się to podobać, aczkolwiek można tu wytknąć parę mankamentów. Przede wszystkim niedopuszczalne są powtórzenia o różnych zakamarkach Kossakówki, czytelnicy nie mają takich zaników pamięci, aby trzy razy, co kilkanaście stron, nachalnie to powtarzać prawie identycznymi słowami. Podobnie czuje się tu też klimat z książek Magdaleny Samozwaniec, siostry Marii. Czy nad tą książką czuwał jakiś redaktor, czy liczyła się tylko objętość stron? Styl też jest trochę męczący, niewątpliwie Pawlikowska-Jasnorzewska zajmuje poczesne miejsce w Panteonie polskich poetek i poetów, ale, na Boga, poeci nie muszą mówić w życiu codziennym tak kwieciście i manierycznie, jak jest to przedstawione u Agnieszki Zakrzewskiej. Dla mnie bardziej strawna byłaby porządna biografia, bo historia życia słynnej poetki i rodu malarzy zasługuje na coś lepszego literacko. Historia jest bardzo ciekawa, ale z dzisiejszego punktu widzenia wielce kontrowersyjna. Kossakowie malarze byli bardzo utalentowani, ale i bardzo kochliwi, dziadek Marii miał kochanki, jej ojciec także, wiedziała o tym jej matka, którą ojciec podobno bardzo kochał. O jego kobietach wiedziały też córki, bo specjalnie się z tym nie krył i wszyscy byli szczęśliwą rodziną. Tylko tatko dwoił się i troił, żeby spełniać wszystkie zachcianki córek, nawet wtedy, kiedy były już zamężne, bo jak harpie ciągnęły od niego pieniądze. Bez żadnych skrupułów, bo skoro utrzymywał kochanki, to dla córek nie mógł przecież żałować. Niesmakiem może też napawać fakt załatwienia i to dwukrotnie przez obrotnego tatę unieważnienia ślubu kościelnego obydwu swoich pociech. Oj, biedaczysko musiał te wszystkie swoje „Kossaki” produkować taśmowo. Koloryt i atmosfera tamtych czasów została w tej fabularyzowanej biografii uchwycona, ale można było to zrobić nieco lepiej. Książka może się podobać, bo jej bohaterowie i czasy, w których żyli są niezmiernie ciekawe, ale w tym przypadku forma nie była wystarczająca dobra w stosunku do treści.
„27 śmierci Toby’ego Obeda” Joanny Gierak-Onoszko to znakomity reportaż, do którego autorka zrobiła bardzo rzetelny reaserch podczas dwuletniego pobytu w Kanadzie. Rzecz jest o wstrząsającym procederze wydzierania przemocą dzieci z rodzin rdzennych mieszkańców Kanady i umieszczania ich na kilka czy nawet kilkanaście lat w szkołach z internatem bez możliwości jakichkolwiek odwiedzin najbliższych. Dzieci były pozbawiane imion, nazwisk, stawały się tylko numerami w ewidencji, były bite, głodzone, nie mogły mówić w swoim języku, dochodziło do wykorzystywania seksualnego, umierały w milczeniu i zapomnieniu. Tak wyglądała „asymilacja kulturowa”, ale to naprawdę był kulturowy holokaust. Kanada pachnąca żywicą otwiera oczy na ten niecny proceder dopiero w XXI wieku, mimo że trwał on od XIX poprzez prawie cały XX wiek. Podobne w duchu działania były bardzo powszechne, nie była to tylko specyfika kanadyjska. Wpisywało się to w działania rasistowskie i eugeniczne, które miały miejsce w wielu miejscach na świecie, zdominowanych przez białego człowieka: Afryka, Indie, Australia, Nowa Zelandia, Ameryka Północna, Południowa.
W Kanadzie obalono pomniki twórcy systemu szkół i tej zbrodniczej akcji kulturowej, kajał się i przepraszał premier, nie przeprosił Kościół katolicki, który miał w tym niecnym procederze swój niechlubny udział.
Reportaż Joanny Gierak-Onoszko jest wstrząsający, to lektura ciężka, bo opis przemocy zawsze mocno obciąża emocjonalnie czytelnika. Trzeba jednak poznawać świat, takim, jakim jest. Trzeba być człowiekiem świadomym i taka literatura jest w tym procesie nieodzowna.
Maria Macała
