Recenzja książek: „Demon Copperhead” i „Inwazja uzdrawiaczy ciał. Na manowcach amerykańskiej medycyny”

Nie będę już śnić amerykańskiego snu

Refleksje w oparciu o dwie publikacje, powieści i reportażu

Pierwszy raz z wizją pięknej, kolorowej i nowoczesnej Ameryki, w mojej głowie, rozprawiła się książka pt. „Demon Copperhead” - Barbary Kingsolver. Opasły tom w niektórych fragmentach czytałam w wersji papierowej, a inne słuchałam w audiobooku jadąc do pracy. Od pierwszych stron tej powieści człowiek zadawać może sobie sobie pytanie „Jak to możliwe? W mediach czasem pojawiały się informacje o tym, jakie problemy społeczne występują w USA ale to, co zaserwowała Kingsolver znacznie zmieniło optykę, z jaką spoglądałam na Stany Zjednoczone. Niesiona popularnością filmów, muzyki, mody, widząc kierowniczą rolę w zakresie światowej polityki i gospodarki, zawsze marzyłam o tym, żeby udać się do USA. Na początku w celu turystycznym, a później może spełniłby się i mój amerykański sen. Na poważnie brałam pod uwagę ten kraj jako miejsce, w którym moja kreatywność, pracowitość miałyby szanse w pełni rozkwitnąć. Po przeczytaniu 600 stron historii Demona Copperheada, odwidziało mi się to zupełnie.

Poznajemy USA z perspektywy społeczności żyjącej na prowincji. Akcja dzieje się w Wirginii, w amerykańskich południowych Appalachach. Z niedowierzaniem mierzymy się wraz z tytułowym bohaterem z bezduszną opieką społeczną. Współczujemy inteligentnemu, wrażliwemu i zdolnemu chłopcu w momentach, gdy spadają na niego kolejne ciosy. Wizja Ameryki jest smutna: fatalna służba zdrowia, niewydolna szkoła, ludzie ledwo dający sobie radę z codziennością. Książkę czyta się szybko. Bohaterów równie szybko zaczynamy lubić, albo nienawidzić. Z wielką wprawą Barbara Kingsolver serwuje nam kolejne ciekawe sylwetki: matki Demona, jego babki, sąsiadów, nauczycieli  itd. O większości z nich autorka mogłaby napisać osobną, równie pasjonującą książę. Pisarka znakomicie skonstruowała powieść. Nie miałam problemu, by zwizualizować sobie przestrzeń, w której zachodzą poszczególne zdarzenia. Przyznam jednak, że niektórym miejscom i szczegółom nie chciałabym się tak dokładnie przyglądać, np. farma Crickiego, ponieważ ciężko „wyrzucić je z głowy”, nawet po tym, jak książkę już odłożyliśmy. Powieść nie tylko silnie wpływa na emocje, ona wręcz wywołuje prawdziwe tsunami uczuć. Pewnego razu gdy słuchałam audiobooku Demon Copperhead, lektor czytał scenę, która doprowadziła mnie do niesłychanej złości. Chłopiec, który starał się utrzymać „na powierzchni” został bezczelnie okradziony, ze wszystkiego co miał, przez szemraną kobietę. Nikt mu nie uwierzył, nikt go nie wysłuchał, to mogły być jego ostanie chwile na świecie. Po tym fragmencie szybko wyłączyłam odtwarzacz i długo nie mogłam wrócić do dalszej lektury.

Przełomowe w życiu głównego bohatera, jak i wielu mieszkańców Ameryki są kwestie związane z uzależnieniami od leków  opioidowych.  Na kolejnych stronach książki wyłoniła mi się Ameryka pełna narkomanów, którzy „biorą” ponieważ opieka medyczna nie realizuje ich podstawowych potrzeb zdrowotnych. Powieść uświadomiła mi skalę zjawiska i dobrze przedstawiła jego genezę. Treści te zestawiłam ostatnio z książką Matthew Hongoltz-Hetlinga pt. „Inwazja uzdrawiaczy ciał. Na manowcach amerykańskiej medycyny”. To dla mnie zerwało ostatnie dekoracje na fasadzie wspaniałości USA. Myślę, że aktualnie bałabym się nawet pojechać tam turystycznie z obawą, że musiałabym np. szukać wsparcia medycznego, które to wielu amerykańskich OBYWATELI pchnęło do bezdomności i ubóstwa! W reportażu wydawnictwa Czarne autor nakreślił sylwetki ludzi, którzy wykorzystywali problemy zdrowotne mieszkańców Ameryki i oferowali im ryzykowne terapie na różne dolegliwości. Obnażona została skala, na jaką ludzie stosowali podejrzane urządzenia medyczne czy dziwaczne remedia. Gdybym tylko sięgnęła po tę książę, to zastanawiałabym się,  jak można być aż tak naiwnym, by doprowadzić swój organizm do ruiny czy negować zdobycze współczesnej medycyny cierpiąc na zidentyfikowaną chorobę. Jednakże panorama społeczna ukazana w powieści pt. „Demon Copperhead” poszerzyła moje horyzonty o mentalność mieszkańców Stanów Zjednoczonych i wiele kwestii stało
się klarownych. W Europie także mamy problem z prężnym rynkiem suplementów czy ruchem antyszczepionkowym, jednakże chyba nigdzie na świecie nie ma tak wielu zwolenników teorii spiskowych, co w USA.
Z niedowierzaniem przeczytałam np. o stowarzyszeniach obrony przeciwko zombie (żywym trupom, żywiącym się mózgami zaatakowanych ofiar). Zszokowała mnie także mała skuteczność amerykańskiej administracji i jej instytucji,
które powolnie i niezbyt boleśnie karały osoby, które dla zysków narażały zdrowie innych ludzi.

Zdaję sobie sprawę, że w Polsce służba zdrowia też nas zawodzi, że mamy w niej wiele problemów, ale ogromnie cieszy mnie to, że większość możne w jakimś stopniu bezpłatnie skorzystać z niej, w odróżnieniu od wielu obywateli USA. Książki Matthew Hongoltz-Hetlinga oraz Barbary Kingsolver gorąco rekomenduję. Ich lektura daje nam dużo wrażeń oraz znacznie poszerza nasz punkt widzenia i przynosi nam bardzo cenne spostrzeżenia, które można wykorzystać w dyskusji. Ludzie bowiem lubią rozmawiać o zdrowiu i o tym, dlaczego „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”.

Czytelniczka- historyczka

 Dyskusyjny Klub Książki i Kobiet - DKK dla dorosłych w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze

678724a02c090

demon

 

 

 


Drukuj