Ildefonso Falcones – „Niewolnica wolności”

Ildefonso Falcones – „Niewolnica wolności”

Hiszpański pisarz napisał dwie powieści i wydał je pod wspólnym, niezbyt fortunnym, tytułem „Niewolnica wolności”. Nawet jeśli nie jest to typowy oksymoron to tytuł ten od biedy można przypisać jedynie do jednej z nich, ale zupełnie nie przystaje do drugiej. Obie powieści mają kilka wspólnych elementów i nadawałyby się na kontynuację, a nie na mix, tak ostatnio popularny wśród pisarzy. Zbyt wiele je dzieli. I czas i miejsce, i ludzie i problemy.

Pierwsza z nich, dziejąca się w XIX-tym wieku na Kubie przedstawia historię afrykańskiej niewolnicy porwanej, sprzedanej i zmuszonej do pracy na kubańskiej plantacji cukru. Sprzeciw cywilizowanego świata przeciwko niewolnictwu i walka Kubańczyków o uwolnienie się spod hegemonii Hiszpanii pozwoliło tej kobiecie uczestniczyć w tzw. „Wielkiej Historii”. Wiele możemy dowiedzieć się o niewolnictwie i ruchach wyzwoleńczych na Kubie, bo powieść jest mocno osadzona w realiach historycznych. Jednak trudno współczesnemu człowiekowi, żyjącemu w demokratycznym świecie zrozumieć mentalność i motywację tak niewolnika jak i jego właściciela, mimo że, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że niewolnictwo w różnej formie istniało zawsze i wszędzie. Nie ma takiego miejsca na Świecie, o którym można by uczciwie powiedzieć: U nas nigdy niewolnictwa nie było.

Druga powieść dzieje się współcześnie w świecie wielkiej finansjery. To typowy dramat sądowy w stylu Johna Grishama. Wielka korporacja, za którą stoją olbrzymie pieniądze i bezwzględni prawnicy kontra mały człowiek za którym stoi jedynie racja. W tej powieści mamy do czynienia ze współczesną formą niewolnictwa. Aż trudno uwierzyć, że w cywilizowanej części Europy przez dziesięciolecia w domu utytułowanego właściciela banku pracuje praktycznie bez zapłaty i świadczeń niepiśmienna kobieta. Jako, że druga powieść jest całkowicie fikcyjna autor mógł sobie pozwolić na spektakularne zwycięstwo sprawiedliwości. Lecz tam, gdzie autor musiał się trzymać faktów, na XIX-wiecznej Kubie odzyskanie „wolności" przez setki tysięcy niewolników już nie było tak różowe. Dla wielu z nich lekarstwo okazało się gorsze od choroby i tu realia pokazały prawdziwą twarz władzy pieniądza. Zasady abolicji na Kubie były wprost hańbiące.

Sztuczne połączenie tych dwóch powieści w jedną wielgaśną księgę nie wyszła obu za dobrze. Po 500-tnej stronie księga zaczyna nużyć. Dużo ciekawiej byłoby wydanie bloku dwóch powieści, które w jakiś sposób są swoją kontynuacją, mimo że, dzieli je prawie 120 lat. Pisarz powinien zdawać sobie sprawę, że nawet horror po 10 godzinach oglądania wywołuje już tylko ziewanie. Można mieć tylko nadzieję, że sposoby rozliczania pisarzy się zmienią i ta moda, na takie bezsensowne tasowanie dwóch powieści po prostu niedługo przeminie.

 

Aldona Jurczyk - DKK działający przy Gminnej Bibliotece w Łagowie

 

recenzja-niewolnica-wolnosci

 


Drukuj  

Pop up JT