Kobiety Kssaków

Kobiety Kssaków

 

Tekst Historia Świata przez wieki była historią mężczyzn. To oni na wojnach tworzyli dzieje narodów i to ich biografie wydawały się godne uwagi. Przecież to oni walczyli w tysiącach wojen, zmieniali granice, zdobywali i tracili fortuny. Dopiero w XX wieku ze zdziwieniem odkryto, że kobiety to nie tylko ozdoba i towarzyszka tych wspaniałych mężczyzn i że życiorysy kobiet to niewyczerpana studnia cudownych historii. Tak naprawdę o każdej kobiecie można napisać ciekawą powieść. Dopiero w drugiej połowie 20-tego wieku przestały być postrzegane jako głupiutkie, naiwne i nieodpowiedzialne. A przecież kobiety pracowały od zawsze. W polu, w fabrykach, na służbie. Ich siła przetrwania w trudnych czasach, determinacja w codziennej pracy, trud wychowania dzieci, codzienna opieka nad rodziną zaczęły być dostrzegane i budzić szacunek. Tę ewolucję patrzenia na kobiety wyraźnie widać w książce o kobietach Kossaków. Początek historii sięga 19-tego wieku. Jest to o tyle możliwe, że w tej sławnej rodzinie wykształciła się tradycja przechowywania listów, ponieważ autorka swoją wiedzę oparła tylko i wyłącznie na rzetelnych zapisach i unikała własną wyobraźnią uzupełniania brakujących momentów z życia tych kobiet. Skutkowało to tym, że ze względu na szczupłość materiału najstarsze biografie są najskromniejsze i najmniej ciekawe. I to nie tylko dlatego, że życie tych kobiet takie było. Zachowane portrety ukazują surowe, smutne i niezbyt ładne portrety. Kossak, jako malarz, zdecydowanie wolał konie i to niestety widać na jego obrazach. Jak mężczyźni widzieli wtedy kobiety, sądzić można po sztuce epistolograficznej tamtych lat. Dorośli mężczyźni zwracali się do dorosłych kobiet jak do pięcioletnich dziewczynek. Ze współczesnego punktu widzenia taki skrajny infantylizm to koszmarna moda rodem z 19-tego wieku. Na szczęście to „uciumciowane” kobiety potrafiły wychować swoje córki tak, aby w przyszłości umiały rozwinąć skrzydła i uświetnić swoimi talentami nazwisko Kossak. Historie o paniach Kossak z 20-tego wieku to zupełnie inna lektura. Już nie są takie dokumentalistyczne i ubogie. Wiedza o dziejach następnych pokoleń kobiet Kossaków jest czerpana, przede wszystkim, ze wspomnień mnóstwa osób, które miały zaszczyt znać je osobiście. Nie ograniczały się do egzystencji w swoich dworkach. Prócz pisania potrafiły korzystać z życia, kochały i zdobywały świat. Szkoda tylko, że na łamach swojej książki autorka nie wspomniała o ostatniej sławnej Kossakównie, wielkiej miłośniczce przyrody, Simonie. Książkę czyta się jak pracę doktorską na Wydziale Historii Sztuki. Zdecydowanie brak tu duszy. Fakty, fakty i fakty. Autorka wykonała naprawdę tytaniczną pracę, ale jeśli czytelnik chciałby polubić kobiety Kossaków to może warto by było sięgnąć po powieść jednej z nich pt. „Dziedzictwo”, często w książce przywoływaną. Brakuje też szerszego omówienia dokonań literackich obu sławnych córek Wojciecha Kossaka. Chyba, że autorka sądziła, że po jej lekturę sięgną czytelnicy, dla których pisarstwo sióstr Kossakówien jest ogólnie znane.

 

Recenzja Aldona Jurczyk

 kobiety-kossakow


Drukuj  

Pop up JT